Ciężarówka jadąca bez towaru nadal zużywa paliwo, zajmuje czas kierowcy, generuje koszty eksploatacyjne i wykorzystuje możliwości przewozowe firmy. Nie powstaje jednak przy tym przychód związany z transportem ładunku. Właśnie dlatego puste przebiegi są jednym z najbardziej uporczywych problemów ekonomicznych branży transportowej.
Całkowite ich wyeliminowanie jest praktycznie niemożliwe. Można natomiast ograniczać ich skalę poprzez lepsze planowanie tras, współpracę ze spedytorami oraz odpowiednie dopasowanie zleceń.
Transport działa najlepiej, gdy pojazd zarabia w obie strony
Najprostszy przykład to transport z Wrocławia do Hamburga.
Firma otrzymuje wynagrodzenie za przewiezienie towaru do Niemiec. Jeżeli po rozładunku samochód wraca pusty do Polski, przedsiębiorstwo musi pokryć koszt całej podróży powrotnej bez dodatkowego przychodu.
Znacznie korzystniej znaleźć ładunek powrotny.
Wtedy ten sam pojazd zarabia zarówno podczas wyjazdu, jak i podczas powrotu.
Na papierze brzmi to oczywiście. W praktyce dopasowanie dwóch transportów nie jest łatwe.
Ładunek musi pasować nie tylko geograficznie
Nie wystarczy znaleźć firmę, która chce przewieźć towar z Hamburga do Polski.
Liczy się termin załadunku, miejsce dostawy, typ naczepy, masa i wymiary towaru, wymagania dotyczące zabezpieczenia oraz dostępny czas pracy kierowcy.
Samochód chłodniczy nie zawsze może wykonać to samo zlecenie co standardowa naczepa kurtynowa.
Ładunek wymagający specjalnego zabezpieczenia również ogranicza liczbę dostępnych pojazdów.
Dlatego planowanie transportu przypomina układanie skomplikowanej układanki, w której poszczególne elementy muszą pasować jednocześnie pod wieloma względami.
Największym problemem może być kierunek
Niektóre regiony generują dużo więcej ładunków wyjazdowych niż przyjazdowych albo odwrotnie.
Jeżeli do danego miejsca regularnie trafia wiele ciężarówek, ale niewiele firm wysyła stamtąd towary, znalezienie transportu powrotnego staje się trudne.
Na rynku powstaje wtedy nierównowaga.
Przewoźnicy konkurują o ograniczoną liczbę zleceń powrotnych, co wpływa na stawki.
W przeciwnym kierunku może natomiast brakować pojazdów.
Takie różnice są naturalną cechą rynku transportowego.
Giełdy transportowe zwiększyły możliwości dopasowania ładunków
Jeszcze przed rozwojem cyfrowych platform znalezienie dodatkowego ładunku w obcym regionie było znacznie trudniejsze.
Przewoźnik opierał się na stałych klientach, kontaktach spedytorów i telefonicznej wymianie informacji.
Dzisiaj zlecenia mogą być dostępne na giełdach transportowych praktycznie natychmiast.
Dyspozytor widzi, gdzie znajduje się wolny pojazd i jakie ładunki pojawiają się w okolicy.
Nie rozwiązuje to wszystkich problemów, ale zdecydowanie zwiększa szansę na ograniczenie pustego przebiegu.
Czasem dodatkowy ładunek zwyczajnie się nie opłaca
Nie każdy transport powrotny jest dobrym transportem.
Jeżeli kierowca musi przejechać 150 kilometrów po odbiór taniego zlecenia, a następnie wykonać kolejny duży objazd do miejsca docelowego, operacja może wygenerować więcej kosztów niż korzyści.
Dlatego firmy analizują tak zwane kilometry dojazdowe.
Ładunek znajdujący się blisko trasy może być atrakcyjny nawet przy niższej stawce. Zlecenie położone znacznie dalej wymaga dokładniejszej kalkulacji.
Kluczowa jest rentowność całego cyklu, a nie tylko cena zaproponowana za pojedynczy transport.
Konsolidacja pozwala lepiej wykorzystać przestrzeń
Pusty przebieg nie jest jedyną formą niewykorzystania pojazdu.
Ciężarówka może przewozić ładunek, ale zajmujący jedynie część dostępnej przestrzeni.
Jeżeli warunki na to pozwalają, operator logistyczny może połączyć kilka mniejszych przesyłek.
W transporcie drobnicowym właśnie na tym opiera się duża część modelu biznesowego.
Towary od różnych nadawców trafiają do jednego pojazdu i są przewożone wspólnie na określonym odcinku.
Pozwala to zwiększyć wykorzystanie przestrzeni ładunkowej, choć jednocześnie komplikuje organizację przeładunków i dostaw.
Stałe trasy są łatwiejsze do optymalizacji
Przewoźnik obsługujący regularnie ten sam kierunek ma znacznie większe możliwości ograniczenia pustych przejazdów.
Może zbudować bazę klientów, poznać sezonowość popytu i dopasować transporty w powtarzalny sposób.
Przy pojedynczych zleceniach wszystko trzeba organizować niemal od początku.
Dlatego długoterminowe kontrakty są atrakcyjne nawet wtedy, gdy stawka za jeden transport nie zawsze jest najwyższa na rynku.
Przewidywalność pozwala lepiej wykorzystać flotę.
Dane pokazują więcej niż intuicja
W firmie posiadającej kilka pojazdów właściciel może jeszcze pamiętać, które trasy są najbardziej rentowne.
Przy kilkudziesięciu czy kilkuset samochodach intuicja przestaje wystarczać.
Potrzebne są dane.
Warto wiedzieć, jaki procent kilometrów wykonywany jest bez ładunku, na których kierunkach problem występuje najczęściej i ile kosztuje dojazd do kolejnego załadunku.
Dopiero wtedy można ocenić, czy konkretna trasa rzeczywiście jest opłacalna.
Czasem transport z wysoką stawką okazuje się mniej rentowny od pozornie tańszego zlecenia, jeżeli po jego wykonaniu samochód zostaje w regionie bez odpowiednich ładunków powrotnych.
Mniej pustych kilometrów oznacza nie tylko niższe koszty
Każdy ograniczony pusty przebieg oznacza mniejsze zużycie paliwa, opon i podzespołów.
Zmniejsza również liczbę kilometrów potrzebnych do wykonania tej samej pracy przewozowej.
Z ekonomicznego punktu widzenia jest to więc jeden z najbardziej oczywistych sposobów zwiększania efektywności transportu.
Problem polega na tym, że wymaga koordynacji wielu zleceń jednocześnie.
W transporcie najważniejszy jest cały obieg pojazdu
Największym błędem przy ocenie rentowności zlecenia jest patrzenie wyłącznie na drogę od miejsca załadunku do odbiorcy.
Samochód musi jeszcze dotrzeć na załadunek, a po rozładunku znaleźć kolejną pracę.
Dopiero cały ten obieg pokazuje rzeczywisty wynik.
Dlatego nowoczesne zarządzanie flotą skupia się nie tylko na przewożeniu towarów, ale na maksymalnym wykorzystaniu każdego kilometra.
Ciężarówka zarabia wtedy, gdy przewozi ładunek. Cała sztuka logistyki polega więc na tym, aby jak najrzadziej jechała bez niego.